Przyciąłem już, easy. W góry sie nie opłaca iśc ogolonym. To akurat mówię poważnie. Dupeczki lubią archetypowych mężczyzn w takich krajobrazach.
Zdjecia, fotki, foteczki, fotencje! #4
Z takim zawieszeniem to Ty jesteś praktycznie niewywrotny!
Na czerwonych jak zwykle śnieg w maju:)
Na Giewoncie pewnie śniegu do kolan, ale da się wejść. Wrażenia niesamowite:)
_Vh napisał:
Giewont jest dla pedałów. Srsly.
Ale nie o tej porze. W naszej grupie był jeden lalusiowaty - pięknie zjechał 200m na plecach, kosząc po drodze kosodrzewinę:D Na nieszczęście wyszedł z tego cało.
Nabudowie napisał:
Zapraszam na Łysicę, skuhwysyny! xD
Mój dom lezy na wysokości ok 650 metrów n.p.m., niżej nie chodzę ;)
@r3v.DOOMer
jezeli byłeś w górach w weekend majowy/teraz, to jesteś kolejnym, który otrzymuje wpierdol za brak kontaktu.
Wnioskuję, że schodziliście żółtym lub czerwonym szlakiem. Jest tam kilka chujowych momentów.
Единый, могучий Советский Союз!
Mój dom lezy na wysokości ok 650 metrów n.p.m., niżej nie chodzę ;)
E tam, po prostu strach Cię obleciał przed tutejszymi guślarkami, boś nieruchalny :D Ale poważnie, fajnie wędruje się poprzez dziewiczy las, tym bardziej jeśli jest to pod górkę i ma się to uczucie chęci dojścia na sam szczyt.
Skoro tam sie tak fajnie wedruje to raczej nie dziewiczy , ktos tam juz musial chodzic :D
............
_Vh - niestety było to ładnych kilka lat temu.
Czerwone były od Kościeliskiej, potem czerwonym i zejście Kondratową do Kuźnic. A Giewont od zachodu (Mała Łąka o ile pamiętam) i ponownie do Kondratowej. Sam Giewont był oblodzony i zasypany, ale prawdę mówiąc nie było jakichś problemów. No, chyba że ktoś (wspomniany laluś) pomykał w cienkiej kurteczce i adidaskach:D
Zgodnie z zamówieniem, poniżej zdjecia i wrażenia z pobytu na Skandynawii :)


Skandynawia jest naprawdę pięknym i zadbanym obszarem świata. Będąc tam od razu można zauważyc różnicę pomiędzy mentalnością dawnych wikingów, a zachodnią Europą. Pomimo, że spędziłem tam tylko tydzień i całkiem sporo czasu zeszło na przemieszczanie się z miejsca do miejsca, to cały wyjazd był naprawdę nie lada przygodą i wzbogacił mnie na różne sposoby oraz dodał kolejną cegiełkę do mojego oglądu rzeczywistości. Podczas pierwszego dnia Artur zabrał mnie na piwo ze swoimi znajomymi. Wszyscy ludzie po 23-25 lat, operujący biegle 3-4 jezykami (biegle, czyli ciężko się połapać, że to nie jest ich native language). Ludzie, którzy zaczęli zwiedzać świat, przeprowadzać się i podróżowac w wieku 19 lat pokazali mi, jak bardzo zaściankowa i małomiasteczkowa jest nasza Polska - gdzie większość ludzi mówi tylko po polsku, angielkiego nie używają od czasu zdania matury w szkole średniej i na wakacje jeżdżą naprzemiennie do Ustki/Zakopanego. Zobaczyłem, jak wielka przepaść jest pomiędzy tymi środowiskami i jak bardzo bogactwo doświadczeń zdobytych dzięki podróżom i językom, kształtuje osobowość takiego człowieka.



Nie chcę tutaj porszuać kwestii, dlaczego tak się dzieje (które niestety często sproawdzają się do spraw ekonomicznych -> Polacy nie mają kasy na podróże, na wysyałnie swoich dzieci na wymianę na pół roku do Francji w wieku 12 lat itd.). Drugim szokiem tego wieczoru było dla mnie to, że osoby kompletnie mnie nie znające wyraziły uznanie dla tego, że studiuje filozofie. Wszyscy nowo poznani ludzi w Polsce jak jeden mąż reagowali negatywnie.
Kolejnym większym szokiem dla mnie była mentalność Nordów, gdy chodzi o szacunek do prawa. Podatki są tam bardzo wysokie (Szwecja 33%, Norwegia 49%), ceny mniej-więcej trzy razy wyższe niż w Polsce (piwo w knajpie średnio 28 zł, bilety jednorazowy na komunikację 10 zł). Kopenhaga była jeszcze droższa. Poznaliśmy tam w hostelu Polaka pracującego na recepcji i trochę z nim pogadaliśmy. Stwierdził, że nigdzie się już stąd nie rusza, bo zarobki (a podejrzewam, że na recepcji nie zarabiał kokosów) są 10x wyższe, więc co z tego, że ceny są 3 razy wyższe? Strefę komfortu i pole manewru ma znacznie bardziej lepiej ustawioną i w porównaniu. Dzięki temu nie ma tutaj żadnego kombinatorstwa. Szwed czy Duńczyk nie myśli o tym, jak wyciulać system, znaleźć luki w prawie i szybko się wzbogacić kosztem krzywdy innych ludzi.

Podczas pobytu w hostelach udało się nam poznać parę naprawdę fajnych osób - poza wspomnianym rodakiem z recepcji był jeszcze kolęś z Islandii pracujący w więzieniu o maksymalnym rygorze przy resocjalizacji zabojców, mafiozów i księży-pedofili. Wywiązała się z nim bardzo ciekawa dyskusja i spędziliśmy miło wieczór przy piwu. Innego wieczoru udało się wyjść na nocne zwiedzanie miasta z dwoma Australijkami - dziewczyny właśnie skończyły studia w Melbourne i wyjechały na trzymiesięczny trip do Europy pozwiedzać sobie "to i owo". Australijczyków było zresztą całkiem sporo w Kopenhadze i widać ewidentnie, że też ich stać na podróżowanie.



Wojaże udało się zakończyć bardzo miłym akcentem udając się ostatniego dnia na darmową wycieczkę z przewodnikiem po Kopenhadze - teraz wszystkie pomniki, budynki i ryneczki zostały uposażone wiedzą historyczną i całość nabrała sensu. Miasto ma naprawdę ciekawą i bogatą historię sporo charyzmatycznych postaci i swój osobliwy, unikalny klimat. Polecam każdemu, zarówno jako atrakcję turystyczną, wielką multikulturową metropolię, jak i źródło inspiracji!


Gdzie jest zwątpienie, tam jest wolność.
Ludzie, którzy zaczęli zwiedzać świat, przeprowadzać się i podróżowac w wieku 19 lat pokazali mi, jak bardzo zaściankowa i małomiasteczkowa jest nasza Polska - gdzie większość ludzi mówi tylko po polsku, angielkiego nie używają od czasu zdania matury w szkole średniej i na wakacje jeżdżą naprzemiennie do Ustki/Zakopanego. Zobaczyłem, jak wielka przepaść jest pomiędzy tymi środowiskami i jak bardzo bogactwo doświadczeń zdobytych dzięki podróżom i językom, kształtuje osobowość takiego człowieka.
W wielu krajach ludzie mowia tylko w rodzimym jezyku i na wakacje nie wyjezdzaja za granice. Polska nie wyroznia sie w tym za bardzo. A nawet bym powiedzial, ze w polsce mamy naprawde sporo podroznikow tylko trzeba wyjechac za granice, zeby ich spotkac, bo w kraju raczej sa zajeci gromadzeniem funduszy na nastepna wyprawe :D. Gdzie sie nie rusze spotykam wielu, polakow, ktorych paszporty uginaja sie pod wlepionymi wizami. Najwiecej z europy spotyka sie Anglikow i Francuzow, a kolejna nacja wg. mnie sa wlasnie Polacy. Chociaz swoja opinie operam tylko na bardziej na mlodych ludziach, bo szwaby na emeryturze bija wszytkich :DDD.
bhr
Gefionspringvandet wygląda niesamowicie, musze ją kiedyś zobaczyć na żywo.
Wędruj sam jeden, jakby słoń po lesie, nie czyniąc zła, niewiele pragnień mając
null - obiektyw to Nikkor 18-105mm
nabudowie - mam 26 lat, podróżuje intensywniej w sumie od 2 lat. Wcześniej raczej szlajałem się po Polsce i za granicą gdzieś dalej bywałem raz na 4-5 lat.
bonehunter - no właśnie, to zależy od tego, z kim i gdzie się gada. Wszyscy ludzie, których spotykałem wyrażali się pozytywnie o Polakach - że są uśmiechnięci, potrafią doceniać życie, ciężko pracują no i lubią wypić :) Myślę jednak, że gdyby się przejść np. po moim osiedlu i pogadać z ludźmi, to wyszłoby sporo słomy z butów. Do bólu konserwatywne i skostniałe poglądy na życie, zero otwartości umysłu na inne kultury (nawet liberalizm europejczyków by potępili w czambuł, a mentalność ludzi na bliskim/dalekim wschodzie to dla nich sprawy nie do ogarnięcia). Ja myślałem właśnie o takim "uśrednionym/statystycznym" Polaku :)
Gdzie jest zwątpienie, tam jest wolność.
Z mojego doswiadczenia wynika, ze negatywne opinie o Polakach slychac tylko w tv. A taki element, o ktorym piszesz, w podrozy jest w nie do spotkania.
bhr
