Cytat z posta - autor: Mav_’
eng napisał:
Natomiast pomysł zalegalizowania wszystkich narkotyków jest conajmniej nonsensowny.
Jakbyś poświęcił 30 minut na podrążenie tematu, nigdy nie napisałbyś, że ten pomysł jest nonsensowny. Może byś napisał, że jest ryzykowny w takim społeczeństwie jak polskie, może nawet byłbyś i przeciwny, ale na pewno nie napisałbyś, że jest nonsensowny.
Samemu mi się wydawał na początku po prostu głupi, ale mnie, tak samo jak Tobie, zależy na jak najmniejszym spożyciu tego jebanego gówna. To może być na to najlepsza metoda na to, żeby zmniejszyć spożycie narkotyków. Tam, gdzie to zrobiono - podziałało. Przykłady masz w Szwajcarii i w Portugalii.
eng napisał:
Stwierdzenie, że "zakazany owoc smakuje bardziej" to slogan psychologów powtarzany bardzo często, przyznam się, że średnio mnie przekonuje. Czy zatem tak to działa?
Najbardziej paradoksalne w tym temacie jest to, że najwidoczniej tak.
Uważam, że bazowanie na przykładzie Szwajcarii, Portugali w kontekscie twardych narkotyków w odniesieniu do naszego spłeczeństwa jest bez sensu. W związku z tym cały pomysł jest nonsensowny. Inne podejście, nastawienie, mentalność a niestety w naszym pieknym kraju jest jeszcze zbyt wielu kretynów, którzy szybko by się uzależnili i wpadli w błędne koło.
Pytanie drugie za 10 punktów. Dlaczego tylko te kraje zalegalizowały całość, skoro pomysł jest taki rewelacyjny?
To nie jest powiedziane, że u nas zalegalizowano by równiez twarde dragi, więc popyt oraz spożycie by spadły. Szczerze, wątpię.
Moim zdaniem z plagą takich środków trzeba wręcz przeciwnie, walczyć jeszcze bardziej. Wprowadzić rygorystyczne kary za przemyt (Polska jest krajem tranzytowym, głownie z racji położenia geograficznego), takie jak są w np. w Ekwadorze (kiedyś byl na TVN'nie swieny program z kilkonastoma odcinkami - dokument o skazanych za przemyt, akcja wprost z więzienia, rozmowy były przeprowadzane z Polakami).
W ogole ja bym zreformował całe więziennictwo i system "resocjalizacji". Wprowadził zasadę "chcesz jeśc to sam na to zarób". Więzienie w Polsce to jak narazie są wakacje (bilardzik, telewizja, papu Ci przyniosą) z kieszeni podatnika i a dzienne utrzymanie kosztuje naprawdę sporo. Nieoszukujmy się, niektorzy w pace mają lepiej niż coponiektórzy na wolności. System jest zatem napradę chory. Oczywiście ktoś powie, że więzienia są przeludnione i problem by się pogłebiał. No ale chwilę, dlaczego są zaludnione? Bo kary są zbyt łagodne i ludzie czują się, że są praktycznie bezkarni.
Każdy więzień powinien pracować, zarabiać (nie muszą to być spore pieniądze), coś robić aby nie zwariować i poczuć się, że tak naprawdę mimo popełnionych błędów do czegoś się nadaje, jest potrzebny. Myślę, że praca była by dla większości z nich bardzo pożytecznym i konstruktywnym zajęciem a korzyści były by w zasadzie obustronne. Może wreszcie taki ktoś uświadomiłby sobie, że każdy musi pracować aby coś mieć na wolności, dlaczego oni mają coś dostawać za darmo skoro na to nie zarobili?
Problem w tym, że nikomu się nie chce tego zreformować. Nie wiem w zasadzie dlaczego chce się zabierać ulgi pro rodzinne na dziecko aby łatać zadłużenie państwa a nikt nie pomyśli nad takim błachym rozwiązaniem.
Co do kwestii zakazanego owocu.
Ja mam tak, że jeżeli chcę coś spróbować to to robię, niezależnie czy coś jest legalne czy nie. Nie sądzę abym był jedny. Robię to świadomie i z pełną odpowiedzialnością. Jeżeli by było tak jak psychologoiwie twierdzą to musiałbym juz dawno spróbować np. heroiny, amfetaminy, haszu, bo "zakazany owoc smakuje bardziej" a tego nie robiłem. Nic nie ukradłem a przecież w związku z zasadą "zakazany owoc smakuje bardziej" powinienem z założenia przynajmniej raz coś @#$%ć?
Tak samo jak jest z gandzią. Pali ten kto lubi, ma kasę i chce ją przewalić. Ja nie lubię dymu jakiegokolwiek, więc nie palę gandzi. Nie zapalę gandzi, bo nie lubię dymu, smierdzi mi a przecież teoretycznie (wg psychologów praktycznie) powinienem palić, bo jest zakazana. Jak zatem nazwać takie przytaczaną tezą? Manipulacją, demagogią czy może aksjomatem?
Przecież to się nie trzyma kupy. Jeżeli masz na coś ochotę i chcesz to zrobić - nie patrzysz czy jest to legalne czy nie. No ale zawsze ktoś może przytoczyć wyniki "badań " i "sądaży" oraz statystykę. Ile procent społeczeństwa spróbuje twardych narkotyków, tylko dlatego, że są zakazane? (Pan/ Pani powie, że np. 65% Polskiego społeczeństwa tak zrobi).
No to się pytam jak Pan/ Pani to wyliczył/a? (prawdopodobnie zostało przepytanych ok 100 ankietowanych i 65% z nich powiedziało, że tak. Tylko jak to się ma do całego społeczeństwa polskiego? Czy jeżeli 100 ludzi odpowiedziało pozytywnie to oznacza, że 38 mln ludzi również w 65% ma takie same zdanie?)
Dlaczego nie stwierdzimy, że złodziejstwo jest legalne? Przecież kradzież jako zakazany owoc smakuje bardziej, złodziej kradnie głownie dla "sportu" i adrenaliny, ze świadomością, że ktoś go może złapać, ukarać. Zgodnie z tym co piszesz mav, można założyć, że po zalegalizowaniu takich czynów - kradzież by paradoksalnie spadła.
Panowie! Przecież to jest chora logika :)
W związku z powyższym taki argument do mnie nie trafia i w ogole nie przyjmuję tezy "zakazany owoc smakuje bardziej" za prawdziwą. Jest to imho czcze gadanie i powielany slogan przez psychologów jako kolejny argument na wytłumaczenie dlaczego ludzie popadają w nałogi...
p.s czy ktoś mogłby mi odpowiedzieć na pytania wyżej odnośnie dopalaczy?